Wiedza
People pleaser: dlaczego tak bardzo potrzebuję, żeby inni byli ze mnie zadowoleni?
Niektórzy ludzie wchodzą do pokoju i od razu wiedzą, kto jest spięty, kto czuje się pominięty i komu przydałoby się dobre słowo. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy emocje innych stają się ważniejsze niż własne.
11 minut czytania
Wprowadzenie
„Wie Pani, ja po prostu czuję, czego ludzie potrzebują.” To zdanie słyszę w gabinecie często. Czasami brzmi jak opis zalety: „Kiedy jest spotkanie, wiem, do kogo się uśmiechnąć.” „Wyczuwam, kto jest zdenerwowany.” „Wiem, komu powiedzieć komplement.” „Mam taki radar do emocji innych.”
To może być rzeczywista umiejętność. Uważność na ludzi, wrażliwość na atmosferę i zdolność dostrzegania subtelnych sygnałów pomagają budować relacje. Problem pojawia się wtedy, gdy ten radar jest nieustannie skierowany na zewnątrz.
Zwłaszcza gdy razem z wrażliwością na innych pojawiają się trudność w rozpoznawaniu własnych potrzeb, poczucie odpowiedzialności za cudze samopoczucie, lęk przed konfliktem, zmęczenie ciągłym dopasowywaniem się i przekonanie, że na akceptację trzeba zasłużyć.
W potocznym języku coraz częściej używa się określenia people pleaser, czyli osoby, która odczuwa silną potrzebę zadowalania innych. Nie jest to diagnoza ani zaburzenie. To sposób funkcjonowania, który często przez wiele lat pomagał zdobywać akceptację, zachowywać bliskość i unikać konfliktów. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy ceną za bycie lubianym staje się rezygnowanie z siebie.
Po czym poznać people pleasing?
Nie chodzi o samą życzliwość ani o to, że lubisz pomagać. Pomaganie może wypływać z bliskości, troski i świadomej decyzji. People pleasing zaczyna się wtedy, gdy pojawia się przymus zadowalania innych, a ich aprobata staje się ważniejsza niż własne potrzeby, granice i samopoczucie.
Klienci często mówią: „Lubię, jak ludzie mnie lubią.” „Nie znoszę konfliktów.” „Wolę zrobić coś samodzielnie, niż narazić kogoś na dyskomfort.” „Jeżeli ktoś jest niezadowolony, od razu zastanawiam się, czy to moja wina.” „Kiedy ktoś się złości, czuję napięcie w całym ciele.” „Zgadzam się, a dopiero później dociera do mnie, że wcale nie chciałam albo nie chciałem.”
Z zewnątrz takie osoby często są postrzegane jako ciepłe, pomocne, empatyczne i bezkonfliktowe. Można na nich polegać. Pamiętają o potrzebach innych, dbają o atmosferę i szybko zauważają, że ktoś poczuł się pominięty. W środku bywają jednak przemęczone ciągłym dostrajaniem się do otoczenia.
Empatia czy people pleasing?
Empatia pozwala zauważyć, co przeżywa drugi człowiek. Nie wymaga jednak, żeby natychmiast poprawić mu nastrój, spełnić jego oczekiwania albo zrezygnować z siebie. W people pleasingu pojawia się przymus.
Ktoś jest niezadowolony, więc od razu zaczynasz szukać sposobu, żeby to naprawić. Ktoś milczy, a Ty zastanawiasz się, czy coś poszło nie tak przez Ciebie. Ktoś prosi o pomoc, a odpowiedź „tak” pojawia się, zanim zdążysz sprawdzić, czy masz na to czas, siłę i ochotę. Ktoś ma inne zdanie, a różnica zaczyna być odczuwana jak zagrożenie dla relacji.
Empatia pozostawia wybór. Możesz zauważyć czyjeś rozczarowanie i nadal pozostać przy swojej decyzji. People pleasing sprawia, że cudze rozczarowanie staje się czymś, czemu trzeba natychmiast zapobiec. Różnica nie polega więc na tym, czy troszczysz się o innych. Polega na tym, czy masz wybór i czy w tej trosce pozostaje miejsce także dla Ciebie.
Dlaczego tak dobrze wyczuwasz emocje innych?
Wiele osób trafiających na terapię rzeczywiście ma wyjątkową zdolność dostrzegania nastrojów i sygnałów płynących z otoczenia. Potrafią szybko zauważyć zmianę tonu głosu, napięcie mięśni twarzy, dłuższe milczenie albo ledwie widoczny cień rozczarowania. Wchodzą na spotkanie i niemal od razu wiedzą:
- kto czuje się niepewnie,
- kto potrzebuje uznania,
- kto jest zdenerwowany,
- kto poczuł się pominięty,
- komu warto powiedzieć coś miłego,
- przy kim trzeba zachować szczególną ostrożność.
Sama umiejętność odczytywania takich sygnałów nie jest problemem. Problem pojawia się wtedy, gdy cały radar pozostaje skierowany na zewnątrz. Łatwo wówczas wiedzieć, czego potrzebuje partner albo partnerka, czego oczekuje osoba przełożona, kto poczuł się urażony, kto potrzebuje wsparcia i co zrobić, żeby rozładować napięcie.
„Znacznie trudniej odpowiedzieć na pytanie: a czego potrzebujesz Ty?”
Skąd bierze się potrzeba zadowalania innych?
Rzadko pojawia się bez powodu. Jej korzenie często sięgają bardzo wcześnie. Niektóre osoby nauczyły się, że najłatwiej zachować bliskość i zmniejszyć ryzyko odrzucenia, kiedy są grzeczne, pomocne albo spełniają oczekiwania. Inne odkrywały, że w domu nie było zbyt wiele miejsca na ich złość, sprzeciw, rozczarowanie albo własne zdanie. Być może otrzymywały wtedy komunikaty:
- „Nie sprawiaj problemów.”
- „Nie przesadzaj.”
- „Bądź grzecznym dzieckiem.”
- „Nie denerwuj mamy.”
- „Zobacz, jak mi przez Ciebie smutno.”
- „Po tym wszystkim, co dla Ciebie robię.”
Czasem dziecko zaczyna pełnić funkcję osoby, która łagodzi konflikty, pociesza rodziców albo odpowiada za atmosferę w domu. Uczy się, że spokój zależy od tego, czy odpowiednio szybko rozpozna potrzeby dorosłych.
Bywają też osoby, które dorastały w atmosferze napięcia, nieprzewidywalności albo przemocy ze strony rodziców czy innych opiekunów. Czasem wystarczyło kilka sekund, żeby wyczuć nadchodzący wybuch złości. Trzeba było szybko rozpoznać nastrój, przewidzieć reakcję, nie prowokować konfliktu, znaleźć odpowiednie słowa albo stać się możliwie niewidocznym. W takich warunkach uważne obserwowanie innych nie jest wyłącznie cechą charakteru. Jest sposobem przetrwania.
Wiele osób, które dziś doskonale wyczuwają emocje otoczenia, kiedyś po prostu musiało to robić. Od tej umiejętności mogło zależeć poczucie bezpieczeństwa, a czasem uniknięcie krzyku, upokorzenia, kary, przemocy albo nieprzewidywalnej reakcji dorosłego.
Nie oznacza to, że każda osoba określająca siebie jako people pleasera doświadczyła przemocy. Historie ludzi są różne. Można wychowywać się w kochającej rodzinie, a jednocześnie bardzo wcześnie nauczyć się, że uwagę, spokój albo akceptację zdobywa się przez dostosowanie do oczekiwań innych. To, co kiedyś pomagało zachować bliskość albo bezpieczeństwo, w dorosłym życiu może utrudniać stawianie granic, wytrzymywanie konfliktów i słuchanie siebie.
Kiedy wszyscy są z Ciebie zadowoleni, a Ty masz już dość
Osoby przyzwyczajone do zadowalania innych często słyszą, że są ciepłe, pomocne, empatyczne i że zawsze można na nich polegać. Rzadziej opowiadają o tym, ile kosztuje je ciągłe dostrajanie się do otoczenia.
Wszyscy są zaopiekowani. Spotkanie przebiegło bez konfliktu. Nikt nie poczuł się pominięty. Wszystkie prośby zostały spełnione. Tylko osoba, która o to zadbała, wraca do domu wyczerpana, rozdrażniona albo z trudnym do wyjaśnienia poczuciem pustki.
Czasami pojawia się złość na innych: „Dlaczego wszyscy czegoś ode mnie chcą?” Ale pod nią może kryć się także złość na siebie: „Dlaczego znowu się zgadzam, skoro nie mam już siły?”
Zdarza się, że wszyscy wokół są z takiej osoby zadowoleni, a ona sama coraz częściej ma dość roli kogoś, kto zawsze rozumie, pomaga i ustępuje. Przez lata była blisko potrzeb innych ludzi. Dużo trudniej było jej być blisko własnych.
Dlaczego people pleasing tak męczy?
Zadowalanie innych wymaga ciągłej czujności. Trzeba sprawdzać:
- czy wszyscy są zadowoleni,
- czy ktoś się nie obraził,
- czy nie zostało powiedziane coś niewłaściwego,
- czy nikt nie poczuł się pominięty,
- czy atmosfera nadal jest bezpieczna,
- czy nie trzeba szybko naprawić czyjegoś nastroju.
To pochłania ogromną ilość energii. Odpowiedzialność nie kończy się na własnym zachowaniu. Rozszerza się na reakcje, uczucia i samopoczucie innych ludzi. Z czasem może pojawić się poczucie, że wszyscy otrzymują uwagę, troskę i zrozumienie. Wszyscy poza Tobą. Stąd bywa już blisko do zmęczenia, które nie mija mimo snu.
Podobna czujność i potrzeba aprobaty stoją często za lękiem wysokofunkcjonującym i syndromem oszusta: za przekonaniem, że na swoje miejsce trzeba ciągle zasługiwać.
Do tego dochodzi jeszcze jeden koszt. Kiedy przez lata dostosowujesz się do innych, coraz trudniej rozpoznać własne potrzeby. Klienci czasem mówią: „Nie wiem, czego chcę.” „Nie wiem, co lubię.” „Nie wiem, czy robię to dla siebie, czy dla innych.” „Kiedy nikt niczego ode mnie nie potrzebuje, pojawia się pustka.”
W takich chwilach people pleasing może łączyć się z doświadczeniem fałszywego ja i utratą kontaktu ze sobą. Nie dlatego, że człowiek świadomie udaje. Dlatego, że przez bardzo długi czas uważniej słuchał świata niż siebie.
People pleaser a granice
Wiele osób rozpoczynających terapię dobrze rozumie, czym są granice. Wie, że ma prawo odmówić. Wie, że nie musi spełniać każdej prośby. Wie, że odpoczynek nie jest egoizmem. Problem pojawia się jednak nie na poziomie wiedzy, ale doświadczenia. Po odmowie przychodzą lęk, napięcie, poczucie winy, potrzeba tłumaczenia się i chęć wycofania własnej decyzji.
Pojawiają się myśli: „A jeśli ktoś się obrazi?” „A jeśli ktoś pomyśli, że jestem samolubną osobą?” „A jeśli przestanie mnie lubić?” „A jeśli przeze mnie poczuje się źle?” „Może lepiej się zgodzę. Będzie spokojniej.”
Dlatego nauka stawiania granic nie polega wyłącznie na nauczeniu się słowa „nie”. Polega także na uczeniu się, jak pozostać przy swojej decyzji, kiedy druga osoba jest rozczarowana. Jak nie wycofać granicy tylko dlatego, że pojawiło się napięcie. Jak zobaczyć, że czyjeś niezadowolenie nie musi oznaczać odrzucenia ani końca relacji.
Jak pracujemy nad people pleasingiem w terapii Gestalt?
W terapii Gestalt nie próbujemy zrobić z człowieka osoby, która przestaje przejmować się innymi. Wrażliwość, uważność i empatia nie są problemem. Pytanie brzmi: czy w relacji z innymi pozostaje miejsce także dla Ciebie?
W Gestalcie dużo mówimy o kontakcie. Interesuje nas to, jak człowiek spotyka siebie, drugą osobę i otoczenie. Osoby przez lata skupione na emocjach innych często bardzo dobrze wiedzą, co dzieje się wokół nich. Znacznie rzadziej zatrzymują się przy tym, co dzieje się w nich samych. Dlatego część pracy terapeutycznej polega na odzyskiwaniu kontaktu z własnym doświadczeniem. Na zauważaniu:
- napięcia pojawiającego się w ciele,
- złości,
- zmęczenia,
- rozczarowania,
- potrzeby odpoczynku,
- potrzeby bliskości,
- ochoty, żeby odmówić,
- własnego „tak” i własnego „nie”.
Przyglądamy się także temu, co dzieje się na granicy kontaktu. W którym momencie rezygnujesz z własnego zdania? Co sprawia, że automatycznie dostosowujesz się do drugiej osoby? Co czujesz, gdy ktoś jest niezadowolony? Czego obawiasz się, kiedy pojawia się różnica zdań?
Konfluencja, czyli kiedy trudno odróżnić „ja” od „my”
W Gestalcie jednym ze sposobów opisywania takiego doświadczenia jest konfluencja. To sytuacja, w której zaciera się granica między tym, co czuję i czego chcę ja, a tym, co czuje i czego oczekuje druga osoba. Różnica zdań może wtedy wydawać się zagrożeniem dla bliskości. Powiedzenie „chcę czegoś innego” nie jest odczuwane jak naturalna część relacji, ale jak ryzyko konfliktu, odrzucenia albo utraty więzi.
Zamiast dwóch osób, które mogą mieć różne potrzeby i nadal pozostawać blisko, pojawia się jedno „my”. Żeby to „my” przetrwało, jedna ze stron stopniowo rezygnuje z siebie.
People pleasing może być wówczas sposobem unikania ryzyka w relacji. Jeśli stale dostosowuję się do innych, mogę mieć poczucie, że zwiększam swoje szanse na akceptację. Jednocześnie coraz trudniej sprawdzić, czy ktoś może pozostać blisko także wtedy, gdy mam inne zdanie, odmawiam albo czegoś potrzebuję.
Jak wygląda taka praca w gabinecie?
Czasami zaczynamy od bardzo małych sytuacji. Od zauważenia, że zgadzasz się, chociaż w ciele pojawia się napięcie. Że uśmiechasz się, mimo że czujesz złość. Że mówisz „nie ma problemu”, chociaż problem jednak jest. Że pytasz mnie, co należy zrobić, zanim sprawdzisz, co Ty o tym myślisz. Że próbujesz odgadnąć, jakiej odpowiedzi oczekuję, zamiast powiedzieć to, co naprawdę pojawia się w Tobie.
Terapia może stać się miejscem, w którym uczysz się pozostawać w kontakcie bez natychmiastowego dopasowania. Możesz powiedzieć: „Nie wiem.” „Nie zgadzam się.” „Potrzebuję chwili.” „Nie chcę tego.” „Mam inne zdanie.” I stopniowo doświadczać, że relacja nie musi się od tego rozpaść.
Nie chodzi o zdejmowanie ochrony na siłę ani o rezygnację z empatii. Chodzi o odzyskiwanie wyboru. O możliwość pomagania wtedy, gdy naprawdę chcesz pomóc, a nie dlatego, że odmowa wydaje się zbyt niebezpieczna. O troskę o innych, w której nie trzeba opuszczać siebie.
Kiedy nie zwlekać
Jeśli zmęczenie przechodzi w poczucie beznadziei albo pojawiają się myśli o odebraniu sobie życia, nie odkładaj tego na wizytę w przyszłym tygodniu. Gdy Twoje życie jest zagrożone, zadzwoń pod 112. Całodobowo i bezpłatnie działają Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie psychicznym, telefon 800 70 2222, i Kryzysowy Telefon Zaufania 116 123.
Na koniec
People pleasing zwykle nie bierze się z obojętności na siebie. Bierze się z troski o relacje. Z potrzeby bliskości. Z pragnienia bycia akceptowanym. Czasami także z doświadczenia, że uważność na innych pozwalała zachować bezpieczeństwo. Problem pojawia się wtedy, gdy ceną za akceptację staje się oddawanie zbyt dużej części siebie.
Relacje, które naprawdę karmią, nie wymagają ciągłego zasługiwania na swoje miejsce. Pozwalają na różnice. Na odmowę. Na rozczarowanie. Na obecność dwóch osób, z których każda może czegoś innego potrzebować.
Czasem pierwszym krokiem nie jest nauczenie się mówienia „nie”. Czasem pierwszym krokiem jest zatrzymanie się wystarczająco długo, żeby usłyszeć:
„A czego chcę ja?”
O autorce

Anna Wyganowska-Błażejewska
certyfikowana psychoterapeutka Gestalt, członkini PTPG
Absolwentka czteroletniej Szkoły Psychoterapii Gestalt w Warszawie. Pracę poddaje regularnej superwizji u certyfikowanych superwizorów w nurcie Gestalt oraz psychotraumatologii. Gabinet na Mokotowie w Warszawie, sesje także online.
Źródła
- Frederick Perls, Ralph Hefferline, Paul Goodman, „Gestalt Therapy: Excitement and Growth in the Human Personality”, Julian Press, Nowy Jork 1951: kontakt, granica kontaktu i konfluencja.
- Telefony pomocy: 112, Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie psychicznym 800 70 2222 (centrumwsparcia.pl) i Kryzysowy Telefon Zaufania 116 123 (116sos.pl), oba całodobowo i bezpłatnie.
Ten tekst ma charakter informacyjny i nie zastępuje konsultacji ani diagnozy. Diagnozę stawia specjalista po rozmowie z osobą, która sama zgłasza się po pomoc.
Nie. To potoczne określenie sposobu funkcjonowania, a nie zaburzenie ani diagnoza. Opisuje silną potrzebę zadowalania innych i trudność z wytrzymywaniem ich rozczarowania.
Empatia pozwala zauważyć, co przeżywa druga osoba, i nadal zostawia Ci wybór. W people pleasingu pojawia się przymus: cudze niezadowolenie trzeba od razu naprawić, nawet kosztem siebie.
Często z wczesnych doświadczeń, w których bliskość, spokój albo bezpieczeństwo zależały od dopasowania się do dorosłych. Nie zawsze stoi za tym trudne dzieciństwo. Czasem wystarczy, że akceptację łatwiej było zdobyć, będąc pomocnym i bezproblemowym.
Zwykle nie przez jedno postanowienie. Pomaga zauważanie chwil, w których „tak” pojawia się szybciej niż sprawdzenie, czy naprawdę chcesz. Potem małe kroki: prośba o chwilę do namysłu, odmowa w drobnej sprawie, pozostanie przy swoim zdaniu mimo napięcia.
Nie. Celem nie jest obojętność. Chodzi o to, żeby troska o innych była wyborem, a nie przymusem, i żeby było w niej miejsce także dla Ciebie.
Napisz do mnie
Jeśli w tym tekście widzisz siebie
Nie musisz umieć tego nazwać ani przygotować opowieści. Wystarczy kilka słów o tym, co się dzieje. Odpisuję zwykle w ciągu 24 godzin. Możesz też od razu wybrać termin pierwszej konsultacji.
Pierwsza konsultacja
Nie musisz mieć pewności, żeby zacząć rozmowę.
Pierwsza konsultacja ma na celu wzajemne poznanie się. Stacjonarnie na Mokotowie albo online.